logo.gif
PARAKLETOS
Pismo Społeczności Chrześcijańskiej

Nr 6/1999 (70) czerwiec




Od Redakcji
Nr 70
Bieżące wydanie "Parakletosa" nosi ładny, "okrągły" numer 70. Jak nietrudno policzyć, od wydania pierwszego egzemplarza w lutym 1991 roku, minęło ponad 8 lat. To spory kawał czasu. Zmienili się ludzie, okoliczności, oczekiwania i możliwości, a pierwsze numery już dawno zdążyły pożółknąć w redakcyjnym archiwum...
Przez cały ten czas "Parakletos" służył wymianie poglądów, doświadczeń i odczuć ludzi z naszej społeczności, stanowił forum prezentacji ich twórczości, dostarczał informacji o planowanych wydarzeniach i pełnił rolę kroniki życia zboru. Pouczał, pocieszał, napominał, niekiedy prowokował.
Kiedy 8 lat temu podjąłem się wydawania tej gazetki i samozwańczo wziąłem na siebie zadanie redaktora naczelnego tego pisemka (a także rolę maszynistki, korektora, cenzora, drukarza, księgowego, itd) czyniłem to w przekonaniu, że słowo pisane, nawet w dobie cywilizacji obrazkowej, ma jednak moc. Nadal zresztą naiwnie (?) wierzę, że to, co napisane, może oddziaływać silniej niż słowa wypuszczone z oddechem, gdyż do zapisanej kartki można wracać wielokrotnie.
Rola "naczelnego" nawet tak niepozornego pisemka jest zadaniem nielekkim, przynoszącym zarówno satysfakcję jak i dość liczne frustracje. Zawsze z radością witałem i składałem ciepłe, wylatujące z kserografu stroniczki. Jeszcze większą radość sprawiali ludzie dopytujący się o termin ukazania się kolejnego wydania. Frustracji też nie brakowało - nie raz oberwało mi się za zamieszczenie jakiegoś tekstu lub za niezamieszczenie innego (to drugie zdarzało się dużo rzadziej, bo uważałem, że każdy tekst jest cenny, byle szczerze przedstawiał rzeczywiste poglądy swego autora). Szczególnie jednak denerwująca i wyczerpująca dla mnie była konieczność ciągłego dopraszania się o nowe teksty. A już najbardziej frustrujące były obietnice ludzi, którzy zapewniali, że owszem, napiszą, pomogą, zrobią, a jak przychodziło co do czego, obietnice te okazywały się puste...
Czy formuła "Parakletosa" się zużyła? Nie wiem. Być może. Wiem za to z pewnością, że nastąpiło "zmęczenie materiału". W dalszym ciągu jestem przekonany, że wydawanie tego typu zborowej gazetki jest rzeczą cenną i pożyteczną, Jednak... Jestem zmęczony. A zatem, tak jak sam niegdyś wziąłem na siebie to zadanie, tak teraz sam się go zrzekam. Nikt mi go nie powierzył i nikt mi go nie odbiera. Czy to oznacza koniec "Parakletosa"? Być może. Chyba, że znajdzie się ktoś, kto zechce przejąć pałeczkę. Zachęcam do tego serdecznie, bo chyba jednak warto. Jestem gotów służyć doświadczeniem i pomocą.
Marek Cebrat


"Mama mamie" także w Oławie
Dwa lata temu rozpoczęły się spotkania matek i ich małych dzieci w kawiarence Wrocławskiej Szkoły Językowej. Idea spotkań przywędrowała poprzez amerykańską mamę mieszkającą od kilku lat w Polsce i zaszczepiona została innym matkom wychowującym dzieci i pozostającym z tego powodu przez większość dnia w domu. Pomysł spotkał się z dużym zainteresowaniem. I tak powstała żywa, pozostająca w ciągłym ruchu grupa, do której dochodzą nowe mamy, zapraszane przez swoje znajome, podczas gdy inne mamy oddalają się, czy to ze względu na podjętą pracę zawodową, czy rozpoczętą przez ich dzieci edukację szkolną.
Zasadnicza problematyka spotkań dotyczy wychowywania dzieci, małżeństwa, rodziny, ale w ofercie spotkań znalazły się również zajęcia manualne, wykłady z zakresu aranżacji i dekoracji wnętrz, ćwiczenia pamięci, pielęgnacji kwiatów, znaczenia ruchu w rozwoju dzieci i wiele innych.
Tak się złożyło, że początek spotkań matek zbiegł się z moim kolejnym macierzyństwem. Tym razem nie planowałam szybkiego powrotu do pracy zawodowej. Z radością wybierałam się z Oławy do Wrocławia czwartkowymi porankami zabierając też ze sobą inne chętne mamy i ich dzieci. W ten sposób zrodził się pomysł, by to, co sprawia taką frajdę mamom we Wrocławiu, przenieść również na grunt oławski.
W czasie ferii zimowych odprowadzałam starsze dzieci na zajęcia w Ośrodku Kultury i wtedy właśnie, w naturalny sposób, przy okazji rozmów z dyrektorem placówki - kobietą i matką - postanowiłyśmy wystąpić z ofertą dla matek małych dzieci. Doświadczenia i kontakty wrocławskie okazały się bardzo pomocne. Otwarte drzwi największej kulturalnej placówki miasta oraz przyjazne nastawienie lokalnych mediów: gazety i radia, dodawały odwagi i pewności, że ten pomysł "chwyci" w Oławie. Byłam też głęboko przekonana, że kobiety, żony, matki, oprócz tego, że potrzebują się spotkać i porozmawiać ze sobą o sprawach, które je interesują i są dla nich żywotne, mają jakże często w dzisiejszych czasach kłopoty z akceptacją swojej roli. Czułam wewnętrzny imperatyw, że trzeba im powiedzieć, jak ważne jest to, że zdecydowały się być w domu ze swoimi dziećmi, a jeśli nawet nie był to ich własny wybór, tylko konieczność, która je frustruje, to żeby mogły ją przyjąć i zobaczyć jej uroki i blaski, przełamać stereotyp myślenia o kobiecie siedzącej w domu, jako o mało wartościowej "kurze", która może sprawdzić się jako człowiek jedynie wtedy, gdy będzie zarobkować i przebywać w gronie innych pracujących zawodowo. Wiedziałam, że mam ważne posłannictwo dla młodych matek. Tylko czy zechcą słuchać?
Aby je pozyskać, sięgnęłam do arsenału znanych mi środków - tych duchowych i tych z dziedziny marketingu. Wiedziałam, że kobiety we Wrocławiu najpierw modliły się przez pół roku zanim ruszyły ze spotkaniami, było ich poza tym więcej, stanowiły już pewien zespół organizacyjny. Zaczęłam rozglądać się wokół moich znajomych i znalazłam dwie wierzące matki, które obiecały wsparcie. Modliłyśmy się i prosiłyśmy o modlitwę innych. Kręgi modlitewne obejmowały coraz szersze obszary. Od modlitwy w komorze, w pojedynkę lub we dwie, poprzez lokalną grupię modlitewną, wrocławską grupę mam, aż po ogólnopolski łańcuch modlitw na łamach kobiecego pisma "Pryscylla".
Świadoma duchowego zaplecza, mogłam przejść do następnego etapu - pozyskania zainteresowania dla idei "mama mamie". Napisałam artykuł do lokalnej gazety: "Czy oławskie mamy zechcą się spotykać?". Potem były wywiady na żywo w lokalnej rozgłośni radiowej "Radio Boss". Pani redaktor wyraziła obawę, czy środowisko oławskich mam będzie otwarte na tę "nowinkę". Życzyła nam powodzenia i w swoim autorskim programie "Babskie pogaduszki" dała nam szansę promocji spotkań dla matek. Oprócz radia i prasy nie zrezygnowałyśmy z bezpośredniego dotarcia do mam. Kilkakrotnie wychodziłyśmy, i nadal to czynimy, "w miasto" z zaproszeniami, które wręczałyśmy wszystkim napotkanym kobietom z wózkami lub prowadzącymi dzieci za rękę. Stwierdziłam, że najlepiej mieć zaproszenia stale pod ręką bo wtedy, w każdej sytuacji, gdy robię z najmłodszym synem zakupy, czy załatwiam coś w mieście, w naturalny sposób mogę zapraszać napotkane po drodze matki. Korzystamy też ze stałych punktów wywieszania plakatów informacyjnych o spotkaniach - są to przede wszystkim sklepy, do których chętnie zaglądają mamy z dziećmi. Dobrymi miejscami informacyjnymi mogą też być przedszkola, przychodnie czy oddział położniczy.
I tak 24.03.1999 r. doszło do pierwszego spotkania w Oławie matek i ich pociech. Było nas 12 kobiet, a inauguracyjny wykład i dyskusję poprowadziła Krystyna Blumczyńska na temat: "Być kobietą, żoną, matką - akceptacja, czy frustracja?". Byłam pod wrażeniem otwartości, z jaką wypowiadały się o sobie przybyłe mamy. Kiedy piszę ten tekst stoimy przed czwartym oławskim spotkaniem, na które już się bardzo cieszę.
Na początek zdecydowałyśmy się na spotkania comiesięczne. Po wakacjach planujemy jedak zwiększyć częstotliwość spotkań. Lepszej organizacji wymaga opieka nad dziećmi, w którą po wakacjach chcemy włączyć miejscowe studentki pedagogiki.
Proszę Was o modlitwę o zapraszane prelegentki - kobiety świadomie wierzące, które obojętnie na jaki temat mówią, składają świadectwo o żywym Bogu działającym w ich życiu. I żeby miały chęć i czas przyjechać do Oławy.
Proszę o wierzące matki w Oławie, by przez ich świadectwo inne matki poznały Chrystusa.
Proszę o dzieci przychodzące z mamami na spotkania, by mogły być wychowywane w wierze i miłości.
Proszę o mądrość i wytrwałość, o umiejętność wykorzystywania możliwości, jakie Pan nam daruje.
Wdzięczna jestem za czasy, w których przyszło mi żyć. Wprawdzie jest to czas za ganiania, pośpiechu, stresu i pogoni za pieniądzem, ale jest to też epoka pampersów, gotowych zupek, fotelików samochodowych, krzesełek do rowerów, wygodnych nosideł, składanych wózków i wielu, wielu udogodnień dla matek i ich dzieci. Nie było tego jeszcze dziesięć lat temu, gdy urodziłam nasze pierwsze dzieci. Jestem za te wszystkie udogodnienia bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że nie rozleniwiają nas one, ale pomagają nam być lepiej zorganizowanymi - dla Pana.
Lucyna Seredyńska


Kącik dla dzieci
Kameleon
Jest wiele dziwnych stworzeń na świecie. Myślę, że jednym z najdziwniejszych jest kameleon, gad podobny trochę do jaszczurki. Ma duże oczy, którymi (możesz wierzyć lub nie) potrafi równocześnie patrzeć do przodu i do tyłu. Żywi się owadami, które chwyta długim, lepkim językiem, dłuższym niż całe jego ciało. Myślę jednak, że najbardziej niezwykłą rzeczą u kameleona jest to, że potrafi zmieniać kolor swojej skóry. Zależy to od okoliczności, np. barwy otoczenia i temperatury. Kiedy jest mu zimno, przebywa w ciemności albo jest zły, staje się prawie czarny. W cieple i na świetle potrafi stać się prawie różowy. Może też być zielonkawy lub żółty. W ten sposób dopasowuje się do środowiska i chroni przed niebezpieczeństwami. Gdybyś miał go spotkać, pewnie nie bardzo wiedziałbyś czego oczekiwać.
Zmienność u innych nie daje poczucia bezpieczeństwa. Nigdy nie wiadomo, co się stanie, czego się po nich spodziewać.
Bóg mówi nam, że On nigdy się nie zmienia. Wczoraj dzisiaj i na wieki jest ten sam. Jeśli raz powiedział, że Cię kocha, to możesz być pewien, że zawsze tak będzie, niezależnie od tego, co się stanie. Na Bogu, na Jego Słowie możemy polegać.
Zastanów się jednak nad sobą. Pomyśl, czy aby ty czasami nie jesteś podobny do kameleona. Myślę, że czasami zmieniamy się zależnie od okoliczności. Pozwalamy, aby ludzie lub sytuacje kontrolowały to co robimy albo mówimy. Jeśli jesteśmy przyjaciółmi Jezusa, traktujmy Jego Słowo jako coś wyjątkowego w naszym życiu, coś, czego niezmiennie będziemy się trzymać, nawet w trudnych sytuacjach. Zastanów się teraz, jak bardzo jesteś zmienny. Czy zawsze trzymasz się Słowa Bożego? Zrób sobie test. Pomyśl o konkretnych sytuacjach i zaznacz odpowiednie słowo:
1. mówię to, co ludzie chcą usłyszeć zamiast mówić to, co naprawdę myślę. (nigdy / czasami / zawsze)
2. śmieję się, choć myślę, że nie jest to zabawne, tylko dlatego, że wszyscy się śmieją. (nigdy / czasami / zawsze)
3. mówię małe kłamstewka, skoro one mogą uczynić mnie bardziej popularnym. (nigdy / czasami / zawsze)
4. nie chcę odróżniać się od grona kolegów. (nigdy / czasami / zawsze)
5. gdy ktoś zaczyna mówić o Bogu lub o kościele, próbuję zmienić temat. (nigdy / czasami / zawsze)
Są dorośli, dzieci, chłopcy i dziewczynki, którzy mają na jakiś temat swoje zdanie. Nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić. Bądź i ty takim "twardzielem" dla Jezusa!
Lila Groth


"Zbuduję Kościół Mój ...[w Rabce]"
Powstawanie zboru w Rabce przypomina mi bardzo doświadczenia związane z uczeniem się języka polskiego. Czasami myślałem, że nigdy niebędę w stanie mówić po polsku i chciałem po prostu zrezygnować. Wtedy Pan przypominał mi, że powołał mnie do służby w Polsce i On uzdatni mnie do niej. Innym razem bywałem zachęcony, gdy zauważyłem, że osiągnąłem kolejny poziom w porozumiewaniu się z Polakami (np. gdy w trakcie rozmowy w konsulacie zostałem wzięty za Polaka). Podobnie jak z nauką języka, czasami bywaliśmy zniechęceni pracą w Rabce (jak np. rozbicie Klubu Dobrej Nowiny dla dzieci przez wpływ księdza z tamtejszej parafii). W tym czasie Pan przypominał nam swą obietnicę, że On zbuduje tu Swój Kościół.
Ostatnio jesteśmy bardzo zachęceni. Nie tak dawno Waldek, ponad 50-letni mężczyzna, poznał Pana. Rozpoczęły się spotkania młodzieżowe. Około 10 młodych ludzi spotyka się regularnie na studium biblijnym. Bracia i siostry z naszej grupy zadecydowali, aby w każdy wtorek i czwartek wieczorem spotykać się dodatkowo na wspólnej modlitwie i rozważaniu Słowa. Te błogosławieństwa wskazują na to, że Pan działa w sercach ludzi. Mama Lili przyjeżdża do Rabki z Krakowa dwa razy w miesiącu, aby prowadzić "Klub Seniora". Trzy starsze siostry spotykają się z nią na studium biblijnym i społeczności. Znajdują w tym wielką radość i chętnie oczekują na każde spotkanie. Wraz z dwoma braćmi spotykam się na studium biblijnym dla starszych zboru. Rozważamy cechy charakteru wymagane przez Boga u duchowego przywódcy. Już drugi rok spotyka się regularnie grupa małżeńska. Od września chcemy zacząć znowu Klub Dobrej Nowiny dla dzieci w wynajętym pomieszczeniu. Dziękujemy Bogu za te możliwości służby w każdej grupie wiekowej.
Tego lata planujemy dwie ewangelizacje. Chcemy zacząć od rozprowadzania filmu "Jezus". Tym sposobem chcemy dać mieszkańcom Rabki możliwość zobaczenia i usłyszenia Ewangelii, a równocześnie nawiązać nowe kontakty i dzielić się naszą wiarą. Zaplanowaliśmy obóz koszykarsko/biblijny w terminie od 15-28 sierpnia. Przyjedzie sześcioro ludzi z Oregon, aby nam pomóc. Celem tego obozu jest nawiązywać relacje z młodymi ludźmi z Rabki i dzielić się Ewangelią.
Jesteśmy zaangażowani w walkę duchową jaka się toczy o Rabkę i modlitwa jest kluczem dla działania Boga. "Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi." (2Kor. 10;4,5) Czy staniesz z nami do tej walki poprzez trwałą modlitwę zanoszoną z wiarą, aby Pan zbudował Swój Kościół ku Jego chwale w Rabce?

Prośby do modlitwy;
Módl się o nabożeństwa niedzielne, aby Pan błogosławił nasze uwielbienie a szczególnie naukę Jego Słowa.
Módl się o zaplanowane ewangelizacje. Aby używany film dał wiele możliwości nowych kontaktów i dzielenia się Ewangelią.
Módl się, aby Pan przyprowadził na obóz osoby według swego upodobania.
Módl się o nawrócenia w Rabce.
Módl się, aby Bóg dalej błogosławił każde a działających już służb; Klub Seniora, studium dla starszych zboru, spotkanie małżeńskie i młodzieżowe i Klub Dobrej Nowiny.
Módl się, by Bóg dał budynek kościelny dla społeczności wierzących w Rabce.

Dziękujemy,
Doug & Lila Groth


Bez HEROLDA
Wakacje tuż tuż, więc i ilość ogłoszeń nieco mniejsza niż zwykle. Ale coś zawsze się znajdzie:
- ndz. 13.06. o 19:00 MDCh zaprasza na Wzgórze Partyzantów na "Manifest" czyli koncert uwielbienia Boga i modlitwy wstawienniczej w związku z sytuacją na Bałkanach. Wystąpi Mate.O z zespołem.
- pn. 14.06., godz. 19:00 - spotkanie starszych zboru z osobami ubiegającymi się o członkostwo w zborze (u Marka Cebrata). Zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
- wt. 15.06., godz. 20:30 spotkanie grupy opracowującej nowy statut zboru (u Jarka Leszczyńskiego).
- 25-27.06. - wyjazd zborowy do Kuraszkowa k. Obornik Śl. Zgłoszenia i przedpłaty przyjmuje Ewa Piotrowska.
- 14-28.07. - Szkoła Jęz. EAGLE organizuje "Letni Intensywny Kurs Konwersacyjny" prowadzony przez native speakerów. Zajęcia będą odbywały się codziennie (z wyjątkiem niedziel) w godz. 17:00-20:00 w grupach 6-10 osobowych. W soboty przewidziane są atrakcyjne programy kulturalno-rozrywkowe (m.in. wieczór kultury brytyjskiej, międzynarodowy wieczór muzyczny). Koszt: 130 zł (20 lekcji). Szczegóły i formularze zgłoszenia w Sekretariacie Szkoły. NIE PRZEGAP TEJ OKAZJI!!!
m.c.

Redakcja życzy wszystkim wspaniałego wypoczynku w czasie wakacji!


Bóg z reklamy dla lalusiów
Czy Kościół jest zniewieściały? Co to znaczy np. zniewieściały obraz Boga? Czy można powiedzieć, że podstawowym błędem jest dostosowywanie obrazu, wizji Boga do naszych możliwości, potrzeb i ograniczeń?
Widziałam kiedyś, z pozycji dziecka, procesje i figurki. Dziwne były. Nieśli je panowie różni - księża, ale i tacy, jakich na przykład rano w tramwaju można spotkać, zwyczajni. Jednak coś mnie zawstydzało i w miarę obserwowania koronkowych złoceń i bladych, gipsowych twarzy o wielkich, smutnych oczach, bardziej pasowały mi do nich wzruszające się starsze panie, albo w ogóle jakieś panie, których odpowiednika w swoim otoczeniu znaleźć nie mogłam.
Teraz sama jestem jakąś panią i może się nawet wzruszam czasem, a już na pewno często i chętnie o Bogu myślę. Chcę Go poznawać, bo bez tego poznania nie wiedziałabym jaka ja chcę być. Dlatego bardzo potrzebujemy poznawać kim jest Jezus, co postanowił Bóg, kiedy i jak działał. On jest tajemnicą i to naturalnemu człowiekowi przeszkadza. Bo to go "zawiesza" w działaniu, upokarza przed wielkim i niepojętym Stworzycielem. A my chcielibyśmy w naszym ograniczeniu sobą kształtować bliźniego i Boga także na obraz swój.
O ile trudniej jest mężczyźnie oddać Bogu stery swojego życia, mogę sobie tylko wyobrażać (od urodzenia z pełną autoaprobatą jestem rodzaju żeńskiego). Obserwuję natomiast, że ma to wpływ na Kościół, na to, jak żyje i jaki obraz Boga rysuje. Zgadzam się, że obraz ten jest bardziej czytelny dla kobiety. Jaki więc jest, lub raczej jak jest przedstawiany Bóg współczesny? - Jako współczujący, smutny, pocieszający, przytulający etc. Dodać trzeba, że w kościołach faktycznie więcej jest kobiet. Czy (ryzykuję) obraz Boga jest kreowany zgodnie z zapotrzebowaniem? Jeśli tak, to jest to obraz fałszywy, wybiórczy. Bardziej przypomina okrutne prawa reklamy i handel naszymi odruchami i potrzebami. A jednak, czy (ryzykuję) sposób uwielbienia nie jest uwarunkowany średnią wieku zborownika i odpowiedzią na jego gust?
Jestem pierwszym wrogiem socjotechnik, praw komercji i takich różnych ze świata w kościele. Bo prawdy nie trzeba uróżawiać, żeby więcej nazbierała absztyfikantów. Ta prawda z Ewangelii, z Biblii jest jedyna i trzeba tylko chcieć, a Bóg będzie się dawał poznawać we wszystkich dostępnych nam wymiarach.
Wracając do tematu niewiast. W pewnym holenderskim zborze, w którym czasami by wam, jest też dużo kobiet. Jest to zbór ze trzy razy większy od naszego i starszych jest tam więcej, ale reszta właściwie jest bardzo podobna. Tam uwielbienie prowadzi kobieta lat około 50, której energiczne, organizacyjne przywództwo nie przeszkadzało mi zbytnio śpiewać i modlić się. Od lat był tam pastor mało zdecydowany i słabej osobowości. Czy drugi pastor też się nie sprawdził, tego dokładnie nie wiem. Alarm włączył mi się kiedy starsi i starsze tego zboru zaczęli bezskutecznie dyskutować nad tym, czemu taka mocna i mądra, wolna już od dzieci i innych obciążeń tego typu kobieta nie może zostać pastorem. Przecież jest mniej emocjonalna (to na pewno świetnie) od mężczyzn w tym zborze i w ogóle sprawdziła się w wielu sytuacjach, w których faceci nie dali rady.
Czy można narysować sobie czarną wizję wydarzeń? Można:
Obraz słabego, lukrowanego Boga kreowany "jakoś tak", siłą komercji chyba, odpycha ludzi, którzy mają inne wyobrażenie Boga. Ten, którego oni chcą poznawać jest owszem kochany i dobry, lecz jest także absolutnie charakterny i sprawiedliwy. Więc na przykład jakaś ciotka widzi, że to nie tak i że trzeba bardziej mocno, konkretnie, tak jak facet facetowi tę prawdę przedstawić i ona bierze odpowiedzialność za uwielbienie, za treść kazań, za udane ewangelizacje i ani się obejrzymy, a w kościele będzie matriarchat - ten ze świata żywcem wzięty.
Bo w świecie właśnie kobiety odkobiecają się, żeby robić to, czego nie robią lalusiowaci lalusie.
O ludzie złoci, ratujmy się!
Maciejka Bokrzycka


e-mail  Napisz do mnie

Powrót do strony głównej


Ta strona znajduje się na serwerze bezpłatnych kont i stron OptimusNet http://friko.onet.pl/